Search for file
find mp3, clips, movies or torrents
Paste link URL
from YouTube, Vimeo, MegaVideo, RedTube, Xvideos etc.
to download file or extract audio mp3 track from movie clip
e.g. http://www.youtube.com/watch?v=0Ejn

Proszę czekać, trwa wyszukiwanie...
Video » Other

Ani mru mru - Ali-Baba i 40 rozbójników

 
Type:
FLV (info)
Add date:
2009-09-25 21:24
Size:
83.96 MB
Duration:
00:10:35
File source:
Link added by:
anonymous
Popularity:
ściągnięć: ?
Share link:
Czekaj, trwa przygotowanie pliku...
Chcesz ten link na swój telefon?

Przepraszamy. Chwilowy brak wolnych bramek PROXY aby przesłać ten plik na telefon - trwają prace techniczno-naprawcze.

Dodatkowo informujemy że dotychczasowe zgłoszenia SMS zostaną wznowione maksymalnie do 48 godzin.

Za utrudnienia bardzo przepraszamy i w tej chwili pracujemy nad rozwiązaniem problemu.
IT's NOT THAT FILE? LINK IS BROKEN? SEE SIMILAR OR IN OTHER VERSION
1 z 8
Wyszukaj więcej: - ani mru mru - alibaba - ani mru mru alibaba -
  • Song lyrics
    Ani Mru Mru - Alibaba

    (wchodzą Marcin i Michał i siadają na krzesłach)
    Michał: Słuchaj, "Czerwonego Kapturka" we dwóch da się zagrać, ale "Alibabę i czterdziestu rozbójników" to się nie da zagrać we dwóch.
    Marcin: No, we dwóch się nie da.
    Michał: No.
    Marcin: Ale we trzech...
    Michał: We trzech?
    Marcin: No.
    Michał: We trzech?
    Marcin: No.
    Michał: Ciekawe, heh!
    Marcin: To ja ci pokażę. Panie Andrzeju!
    Michał: O masz...
    Marcin: Panie Andrzeju! Gdzie pan tam chodzi?
    (wchodzi Robert)
    Robert: Jestem.
    Marcin: No to niech pan tutaj podejdzie. Tylko szybciej, no!
    (Robert wita się z Michałem i Marcinem, a potem chce siąść na kolanach Michała, ale koledzy pokazują mu wolne krzesło na środku )
    Michał: (do Marcina) Skądżeś ty go wytrzasnął?..
    Marcin: To jest pan Andrzej, ja go poznałem pod sklepem...
    Michał: Aaa...
    Marcin: ...Pan Andrzej powiedział, że za dwie dychy zrobi wszystko, no to.
    Robert: Powiedziałem, że zrobię wszystko, tylko, że gliniarza nie zastrzelę.
    Marcin: A, tak, tak, tak.
    Robert: Trzeba by dychę dopłacić.
    Marcin: Nie, nie, my akurat mamy inne plany.
    Michał: Ale cokolwiek pan ze sztuką miał wspólnego, prawda?
    Robert: Kiedyś liznąłem trochę teatru, bo żeśmy z kumplem obrobili samochód takiego znanego aktora.
    Marcin: A jak się on nazywał?
    Robert: Na "sz".
    Marcin: Na "sz", tak?
    Robert: Na "sz".
    Michał: A to syn tego starego na "sz", tak?
    Robert: Tak, tak, tak.
    (słychać gong)
    Michał: Zaczęło się!
    Robert: Co się zaczęło?
    Marcin: Gramy "Alibabę i czterdziestu rozbójników".
    Michał: (wyjmuję scenariusz i podaje go Robertowi) Tu jest tekścik, proszę bardzo.
    Marcin: Pan zacznie, tylko głośno i wyraźnie, bo to dla dzieci.
    Robert: Dobra. (Marcin i Michał przebierają się) Moje to grube, tak?
    Marcin: Tak, tak, tak.
    Michał: Wszystko, co grube.
    Robert: (zaczyta czytać) "Alibaba i czterdziestu rozbójników". Było sobie dwóch braci - Kasim (wychodzi Michał do tyłu) (tył jest za atrapą ściany, a przód przed, przyp. autor) i Alibaba (wychodzi Marcin do tyłu). Kasim żył dostatnio ponieważ... (do kolegów) Ale to jest strasznie drętwo napisane!
    Marcin: Niech pan czyta!
    Robert: (czyta) U Kasima w mieszkaniu... Nie no! U Kasima na chacie (Marcin i Michał zerkają na niego ) był full wypas, bo miał strasznie dzianą żonę. (robi przerwę)
    Marcin: (do Roberta) Żonę!
    Robert: Co?
    Marcin: No, żonę!
    Robert: No, żonę.
    Marcin: Zagra pan żonę.
    Robert: Co?
    Marcin: No, pan!
    Robert: Ja?
    Marcin: Tak.
    Robert: Ja nie zagram żony!
    Marcin: Dlaczego?
    Robert: Nie przebiorę się za babę!
    Marcin: Dlaczego?!
    Robert: Bo to obciach!
    Marcin: A mówił pan, że za dwie dychy zrobi pan wszystko!
    Michał: No, oprócz, że gliniarza nie zabije.
    Robert: Jeszcze baby też nie. Gliniarz i baba - dwóch rzeczy nie zrobię.
    Marcin: Niech pan nie dokłada teraz!
    Robert: (czyta) Kasim miał strasznie dzianą żonę (patrzy na Marcina).
    Michał: (do Marcina) To idź!
    (Marcin biegnie do przodu i szybko zaczyna się przebierać)
    Robert: Nie będę się przebierał za babę, bo to straszny obciach!
    Marcin: Dobra! Czytaj pan!
    Michał: Żono!
    Marcin: Idę, idę... (ubiera blond perukę i spódnicę )
    Robert: Już idzie. Przebiera się.
    Marcin: Cicho!
    Michał: Żono, moja żono!
    Marcin: Idę, idę, mężu, idę!
    Robert: Za babę się przebierasz. Co za obciach! (Marcin idzie do tyłu) Teraz wy.
    Michał: Żono, dosyć tego! Nie chcę już jeść tego kawioru!
    Robert: Dobrze.
    Marcin: To wywal resztę przez okno.
    (Michał udaje, że wyrzuca coś przez okno, a potem razem z Marcinem idą do przodu)
    Robert: (co jakiś czas pije "coś mocnego", przyp. autor ) Jego brachol, Alibaba, hajtnął się za to biednie, no i żył jak narkoman na odwyku.
    Marcin: Co?
    (Marcin przebiera się za męża, a Michał za żonę )
    Robert: Tak się mówi.
    Marcin: Jak się mówi! Tak się mówi do dzieci?
    Robert: Przebierajcie się. (wstaje i patrzy do tyłu) Już idą!
    Marcin: Cicho! (posadza Roberta z powrotem na krześle, a potem wychodzi do tyłu) Żono, żono!
    Michał: (wychodzi skulony ) Jestem mężu, jestem.
    Marcin: Coś zgubiłaś?
    Michał: Nieee, he, he.
    Marcin: A co dzisiaj na obiad?
    Michał: No właśnie szykuję. Resztki kawioru z piachem.
    Robert: A, kapuję! To wy jecie to, co tamci wywalili, tak? (Marcin i Michał są źli na Roberta) Ale jaja! Jaja z piachem! Bo kawior to jaja, nie?
    Marcin: Dobrze, dobrze, niech pan dalej czyta!
    Robert: Dobra. (czyta) Pewnego dnia żona Alibaby powiedziała: (do Marcin) Kolego, gdzie tu jest kibel? (Marcin i Michał załamują się ) Nie wytrzymam!
    Marcin: Niech pan trzyma!
    Michał: To ja idę do łazienki...
    Robert: Ja pójdę do łazienki!
    Marcin: (do Roberta) Niech pan przestanie!
    Michał: ...Do łazienki nastawić pranie. A ty idź do lasu.
    Marcin: Dobrze.
    Robert: Do lasu będę lał?! Tu nie ma ubikacji w szkole?! (Marcin idzie do przodu i zakrywa mu usta, a potem odbiera mu scenariusz) To gdzie dzieciaki leją?
    Michał: Idź do lasu po drzewo! (idzie do przodu)
    Marcin: (czyta) Alibaba poszedł do lasu, a tam zobaczył wielkiego Mustafę. (razem z Michałem patrzą się na Roberta)
    Robert: Aha!
    Michał: No pan jest Mustafą!
    Robert: Co mam założyć?
    Michał: Weź pan tą kamizelkę kuloodporną (podaje Robertowi kamizelkę, a on zaczyna się przebierać)
    Marcin: Mustafa szedł powoli...
    Robert: Taa, idę powoli. Ale idę!
    Marcin: ...bo miał hemoroidy.
    Robert: (patrzy się zły na Marcina) Skąd wiedziałeś? (wychodzi do tyłu)
    Michał: (do Marcina) Ostatni raz poszedłeś pod sklep, ostatni raz! (pije z butelki Roberta)
    Marcin: (czyta) Natomiast Mustafie towarzyszyło czterdziestu rozbójników.
    Robert: Taa.
    Głos pierwszego dziecka: A gdzie oni są?
    Robert: Kto?
    Głos pierwszego dziecka: Rozbójnicy.
    Robert: Nie interesuj się, bo cię opluję, gnoju!
    (słychać płacz dziecka, a Marcin i Michał pokazują Robertowi, żeby przestał )
    Robert: (do kolegów) I co dalej?
    Michał: (zabiera scenariusz Marcinowi i czyta) Rozbójników nie było...
    Robert: Nie ma.
    Michał: ...bo poszli napoić konie.
    Robert: (w stronę "dziecka") Słyszałeś, gnoju?
    Michał: Rozbójnik stanął przed skałą i powiedział...
    Robert: Co?
    Marcin: No pan mówi teraz!
    Robert: Ale tu nie ma żadnej skały.
    Michał: Eh spokojnie, niech pan mówi!
    Robert: Ale co, ale co?
    Marcin: Otwórz się sezamie.
    Robert: Otwórz się chamie!
    Michał: Sezamie...
    (Marcin i Michał się załamują )
    Robert: (do kolegów) No i co, otworzył się?
    Michał: (czyta) Mustafa zostawił tam worek pełem złota.
    (Marcin podaje Robertowi worek)
    Robert: Złoto?
    Michał: Tak.
    Robert: (patrzy do worka) Śruby, kuźwa!
    (Michał i Marcin już nie wiedzą, co robić )
    Michał: (do Marcina) Umrzemy, umrzemy... Wywalą nas z roboty przez ciebie!
    Robert: Już?
    Michał: Nie! (czyta) Zamknął grotę...
    Robert: (udaje, że ma pilota ) Pip-pip.
    Michał: ...i odjechał na koniu! (oddaje scenariusz Marcinowi)
    Robert: (powoli wychodzi)
    Marcin: (do pana Andrzeja) Na koniu!
    Głos drugiego dziecka: Prosę pana, prosę pana, a gdzie jest koń?
    Robert: (odwraca się do tyłu) Koń gówniarzu jest głęboko w du... (Marcin szybko go szarpie do przodu ) Ale chamówa!
    Michał: Sam pan jesteś chamówa! (razem z Marcinem przebierają się w podobne stroje )
    Robert: (Marcin daje mu scenariusz i zaczyna czytać) Alibaba wszystko to widział i poszedł do skały (Marcin idzie do tyłu) i powiedział.
    Marcin: Otwórz się sezamie! (wychodzi Michał do tyłu, ale Marcin popycha go do przodu )
    Głos drugiego dziecka: Chamie!
    Robert: No, chamie! (czyta) Drzwi się otworzyły, Alibaba zabrał złoto i wrócił do domu. (Marcin idzie do przodu) Wróciłeś do domu. Wróciłeś to czytaj (daje Marcinowi scenariusz)
    Marcin: (czyta) Gdy to zobaczyli brat i bratowa sami poszli do lasu.
    Robert: Tak.
    Marcin: Znowu bratowa?
    (Michał przebiera się za bratową i idzie do tyłu)
    Robert: No, idziesz, czy nie?
    Marcin: Idę!
    Robert: Tamten już stoi.
    (Marcin też się przebiera za bratową i idzie do tyłu )
    Michał: (do Marcina) Ty, ja jestem bratowa!
    (Marcin biegnie do przodu i szybko się przebiera)
    Robert: Co wy wyrabiacie?
    Marcin: To przez pana! (idze do tyłu)
    Robert: Aha, teraz ja. (czyta) Ale tam zastał ich Mustafa. (do siebie) O, znowu ja. (czyta) Mustafa zły, że rąbnęli jego złoto (wychodzi do tyłu) oboje ich zadusił (strzela do Marcina i Michała z pistoletu, a oni przewracają się i kaszląc czołgają się do przodu ) Nie no, mam pistolet, to co się będę tutaj pieprzył.
    Michał: (kaszląc i człogając się ) Co to było?
    Głos trzeciego dziecka: Proszę pani, proszę pani, od tego pana śmierdzi alkoholem!
    Robert: Ty gnoju, widzę gdzie siedzisz! Wiem gdzie mieszkasz! Spróbuj przyjść do sklepu po lizaka! Kasjerka ci nie da! (idzie do przodu i przypadkowo znowu oddaje jeden strzał, aż Marcin i Michał się chowają ) Przepraszam.
    Michał: Panie Andrzeju, no przecież...
    Marcin: Pan zwariował!
    Robert: Dorwać rodziców takiego łobuza i po prostu...
    Marcin: Co to było? To było prawdziwe kule?
    Robert: Nie, to na gaz. (Marcin i Michał czują ulgę) Ale jutro przerobię. (Marcin i Michał patrzą się z przerażeniem na niego, a on zaczyna czytać ) Rozbójnik Mustafa zrozumiał... ble... obczaił w końcu, kto go naprawdę skroił! Razem z chłopakami z miasta otoczyli melinę Alibaby, żeby go dorwać, przypalać żelazkiem (Marcin i Michał załamują się ), wywiercić wiertarką dziurę w kolanie, a potem rzucić do dołu z wapnem i zagrzebać żywcem!
    (słychać płacz dzieci )
    Michał: To znaczy nie!
    Robert: He, he, boją się.
    Marcin: To znaczy nie, nie, nie.
    Michał: Nie, nie!
    Marcin: (czyta) Oni się tak tylko między sobą zgrywali, bo chcieli ich troszkę postraszyć.
    Robert: Tak.
    Marcin: Ale Alibaba z żoną byli sprytniejsi i pokonali Mustafę bez jednego... (daje scenariusz Robertowi i razem z Michałem przebierają się podobnie )
    Robert: Bez jednego wystrzału. (Marcin i Michał idą do tyłu) Dobra, to róbcie zasadzkę, wchodzę tam.
    Michał: (do Marcina) Ty, no ja jestem Alibaba!
    Marcin: Dobra, nieważne!
    Robert: Dobra, wchodzę. (idzie do tyłu i znowu strzela z pistoletu ) Dobra mam. (Marcin i Michał czołgając się i kaszląc idą do przodu) I... I żyli długo i szczęśliwie! Koniec! (idzie do przodu)
    Marcin: Trochę pan przesadził.
    Robert: Przepraszam, ale musiałem zmienić koniec, bo nie lubię przegrywać. Chłopaki się dowiedzą, że tak wyszedłem na frajera i będzie syf. To co, nie było źle, co?
    Marcin: Nie, nie było źle, było dobrze.
    Michał: Daj mu tą dychę, niech już idzie.
    Robert: Dwie dychy.
    Michał: No dobrze, dwie dychy daj mu.
    Marcin: (daje kasę Robertowi) Trzymaj pan dwie dychy.
    Robert: Tak, tak dwie dychy. Ale dwie dychy od głowy.
    Michał: A dlaczego?
    Robert: No bo w kontrakcie nie było, że się będę przebierał za babę.
    Marcin: A przebierał się pan?
    Robert: Przebierałem się.
    Michał: Dobra, dobra, masz pan jeszcze dwie dychy (daje kasę Robertowi) i już panie Andrzeju. Dziękujemy.
    Robert: Dobra, lecę. Wszystkiego najlepszego (żegna się z Marcinem i Michałem).
    Marcin: Będziemy do pana dzwonić.
    Robert: A ta nauczycielka z prawej strony, to kto to? Taki towar!
    Marcin: To jest chyba od biologii.
    Robert: Od biologii, tak... Tak wyglądała.
    Marcin: Panie Andrzeju.
    Robert: No.
    Marcin: Jakbyśmy potrzebowali pomocy, to jeszcze będziemy do pana dzwonić.
    Robert: Dobra.
    Marcin: Ma pan telefon?
    Robert: Mam. Mam cztery telefony. Sprawdźcie, czy wy macie.
    (wychodzi)
    Marcin: Co?... No i co, mówiłem, że we trzech się da?
    Michał: (sarkastycznie) Nie no, super, rewelacja... Ostatni raz... Już nigdy w życiu z nim...
    Marcin: Nie, tego już nie. A jutro co będziemy grać?
    Michał: (bierze scenariusz) Co my tam jutro będziemy, człowieku... Ty się módl żebyśmy roboty nie stracili...
    Marcin: Jest nas trzech to damy radę. Tylko co?
    Michał: ..."Sto jeden dalmatyńczyków"... Panie Andrzeju!
    Marcin: Panie Andrzeju!
    (wychodzą)
    Comments
  • Add comment
    Nickname:
    Content:


    Przepisz kod z obrazka:


  • Komentarze (0):


    Info

    2013-02-06: Poprawiliśmy dodawanie i ściąganie plików z YouTube. Miłego korzystania :-)


    Szukasz czegoś? Sprawdź to...



    Mocno Komentowane


    Inni polecają



    Pełną listę najpopularniejszych filmików i muzyki znajdziesz na Stronie głównej